Awans na igrzyska – co muszą zrobić Polki, żeby go wywalczyć?
Polki za sprawą porażki z Tajlandią znacznie utrudniły sobie drogę na igrzyska olimpijskie. Przed turniejem założenie było proste – nasza reprezentacja wygrywa pierwszych pięć spotkań, w których jest faworytem, a sprawa awansu rozstrzygnie się w dwóch ostatnich meczach ze Stanami Zjednoczonymi i Włochami. Jedno zwycięstwo oznaczało pewny awans. Teraz sytuacja się zmieniła.
Wciąż wszystko w naszych rękach
Wynik meczu z Tajlandią skomplikował naszą sytuację, ale wciąż jeszcze nie musimy uzależniać awansu na igrzyska od innych wyników. Wystarczy… wygrać wszystkie trzy pozostałe mecze i matematyka będzie po naszej stronie. Biorąc pod uwagę, że cała pierwsza czwórka z grupy będzie teraz rozgrywać mecze między sobą, to przy wygraniu wszystkich spotkań pozostaniemy z jedną porażką. Jednocześnie nie ma możliwości, żeby przynajmniej dwie z pozostałych trzech ekip nie miały na koncie dwóch przegranych, co gwarantuje nam przynajmniej drugie miejsce w grupie i awans.
Kolejna porażka może być bolesna
Jeżeli przegramy choć jeden z kolejnych meczów z Niemcami, USA lub Włochami wpadniemy w sporą siatkę obliczeń, a co najważniejsze nasz awans będzie już w rękach innych ekip. Sytuacja nie może się ułożyć w ten sposób, że dwie pierwsze drużyny będą miały co najwyżej po jednej porażce (a to dość prawdopodobne). Gdyby tabela się ułożyła tak, że druga i trzecia ekipa będą miały po dwie porażki, to punkt z Tajlandią może dać nam awans. Póki co jest zbyt dużo zmiennych, żeby to analizować.
Zakładając najbardziej prawdopodobny scenariusz, że z tej czwórki najsłabsze są Niemki, które przegrają do końca wszystko, a my wygramy mecz z USA lub Włochami, to w meczu USA – Włochy przegrać musi ten zespół, który przegra też z nami. Wtedy będziemy liczyć punkty i tutaj będą ważyć ewentualne tie-breaki.
Dwie przegrane odsyłają nas do… rankingu
Jeżeli przegramy dwa z trzech pozostałych spotkań, nie będzie już możliwości, żeby zająć drugie miejsce w grupie. Układ gier sprawia, że przynajmniej dwie drużyny w tym układzie będą miały mniej niż trzy porażki i to one zajmą miejsca premiowane awansem. Wtedy pozostaje nam ranking FIVB. W nim na razie sprawa wygląda dobrze, ale nie jest wcale tak bardzo optymistyczna, żebyśmy mogli już kupować bilety do Paryża.
Z rankingu FIVB awansuje pięć najwyżej sklasyfikowanych drużyn, które nie zapewniły sobie awansu z turniejów, ale… tak naprawdę tych miejsc do wywalczenia będzie tylko trzy. Federacja zakłada bowiem, że każdy kontynent musi mieć swojego reprezentanta na igrzyskach. Jeżeli więc żadna ekipa z Australii i Afryki nie awansuje z turniejów kwalifikacyjnych (a nie awansuje, bo żadna w nich nie gra), to dwie najwyżej sklasyfikowane drużyny z tych kontynentów pojadą do Paryża mimo, że są w rankingu za Polską.
Zakładając, że z grupy chińskiej awansują Chiny i Serbia, z grupy polskiej Włochy i USA, a z grupy japońskiej Turcja i Brazylia, to mamy komfortową sytuację. Jesteśmy pierwsi na liście i w fazie grupowej przyszłorocznej Ligi Narodów (po której ranking będzie brany pod uwagę przy podziale miejsc na igrzyska) możemy sobie pozwolić na to, żeby wyprzedziły nas dwie reprezentacje.
Z kolei zakładając najgorszy scenariusz, że z naszej grupy awansują Niemcy, z grupy japońskiej Japonia, a z grupy chińskiej Holandia, to już wtedy jesteśmy niżej niż trzy reprezentacje, które nie awansowały i w fazie grupowej Ligi Narodów musielibyśmy którąś wyprzedzić.
Istnieje też kilka wariantów pośrednich, ale wciąż musimy mieć z tyłu głowy, że z rankingu tak naprawdę realnie walczymy o jedno z trzech, a nie pięciu miejsc. Oby już w najbliższą niedzielę okazało się, że powyższe spekulacje można odłożyć do archiwum.
Zobacz również:
Wyniki oraz tabela turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich (Łódź)
Galeria z meczu Polska – Tajlandia
Artykuł Awans na igrzyska – co muszą zrobić Polki, żeby go wywalczyć? pochodzi z serwisu Strefa Siatkówki - Mocny Serwis.