Trochę jak "Ojciec chrzestny", trochę jak "Rodzina Soprano". Mocny debiut!
Wielu reżyserów przekonuje, że nie ma co szukać na siłę i najlepiej robić filmy o tym, co się dobrze zna. Urodzony i wychowany na Korsyce Julien Colonna najwyraźniej wziął sobie tę radę do serca. Jego pełnometrażowy debiut, jakim jest "Nasze królestwo", to trzymająca w napięciu opowieść o krwawych porachunkach korsykańskich nacjonalistycznych klanów, szemranych powiązaniach z polityką i zemście w gorącym dla wyspy czasie połowy lat 90. XX wieku. Przedstawiona jednak z nieoczywistego punktu widzenia.